piątek, 25 maja 2012

Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia... - Iza Michalewicz, Jerzy Danilewicz


Po przeczytaniu tej książki, stwierdzam, że była to bardzo nieszczęśliwa osoba, która przez całe życie udawała kogoś kim nie jest. Generalnie wszystko co o sobie mówiła było jednym wielkim kłamstwem. Ta książka dementuje masę nieprawdziwych historyjek i legend jakie rozwiała wokół siebie Czesia Gospodarek. Wielki talent, który został kompletnie zmarnowany i który zaprowadził ją na samo dno uzależnienia, nędzy, fobii i szaleństwa. Zapłaciła wysoką cenę, ale sama sobie na to zapracowała.

Do tego nie była łatwym człowiekiem, chyba nawet mnie nie zdziwiło, że była taką harpią. Lubiła upokarzać i wyzywać innych ludzi, wysługiwać się nimi bez słowa wdzięczności, znaleźć się w jej otoczeniu - nic przyjemnego. To samo miał z nią jej syn, choć się w tej książce nie wypowiada, to z tych częściowych opisów, można sobie wyobrazić jakie piekło przeszedł z matką. Religijność Villas też zawsze wydawała mi się mocno przesadzona i na pokaz, nie myliłam się, są takie przykłady w tej książce, jak ona wykorzystywała wiarę na własny użytek, że włos się jeży. A ta wzruszająca piosenka do matki, z którą tak naprawdę przez całe życie darła koty, kolejny pic na wodę. Trudno naprawdę o tej kobiecie napisać po tej książce coś pozytywnego, bardzo trudno...

Pewnie jeszcze wiele rzeczy nie zostało odkrytych na jej temat, ta książka to tylko taki szkic, zlepek wypowiedzi, refleksji niektórych ludzi, którzy ją znali. Tajemnicę, kim była naprawdę i dlaczego żyła w kłamstwie, Villas zabrała do grobu.

(3/5)

niedziela, 20 maja 2012

Rzymskie dolce vita (Trylogia włoska #1) - Penelope Green


Nie jestem wielką fanką książek o ludziach, którzy porzucają swoje dotychczasowe życie, na rzecz nowej egzotycznej rzeczywistości. Oczywiście taka idea jest bardzo kusząca, ale ja już raczej wolę o tym oglądać programy telewizyjne (kręcone na żywca), niż czytać książki, które w większości są napisane sztampowo i pretensjonalnie. Ta akurat czymś się wyróżnia, jest inna, choć wkurzający początek wcale tego nie rokował. Autorka w każdym jednym zdaniu starała się silić na jakiś drobny żart, tak że myślałam sobie: "No nie, chyba nie dam rady". Ale potem ona trochę zbastowała, mnie przestało to drażnić i już poszło.

Dla mnie najbardziej niesamowite było to, że autorka tak długo wytrzymała w tych Włoszech. W wieku 28 lat rzuciła intratną posadę naczelnej w agencji PR i wyjechała do Perugii uczyć się włoskiego (potem przeniosła się do Rzymu). Mieszkała w kiepskich warunkach, dorabiała na nisko płatnych posadach kelnerki i była praktycznie zdana sama na siebie. Do tego bariery kulturowe i językowe porządnie dawały jej w kość. W sumie to tylko czekałam kiedy Penelope się podda i z podkulonym ogonem wróci do Australii, ale nie, ona zagryzała zęby i ani myślała o powrocie do domu.

Podobało mi się, że autorka nie przedstawiła tej sytuacji w samych superlatywach, pokazała blaski i cienie takiej decyzji i to, że emigracja zwłaszcza na początku nie jest wcale lekka. Green jest też świetną obserwatorką, trafnie wytyka Włochom ich przywary, a to podejrzewam niejednego musiało zaboleć. Poległam, kiedy czytałam jakimi są symulantami w udawaniu i wyolbrzymianiu chorób, najdrobniejszy katar to dla nich prawie zgon. Italia to również nieprzeciętne miejsca, smaki, zapachy - opisy tego są obłędne. Oczywiście nie zabrakło w tej książce banału, Penelope w ramach poszukiwania miłości po kolei zalicza włoskich ogierów, bez bunga-bunga nie byłoby przecież książki. Da się to jednak przeżyć.

"Rzymskie dolce vita" spodobało mi się na tyle, że koniecznie muszę sobie wypożyczyć dwie dalsze części tej trylogii. Szkoda tylko, że ja dopiero co byłam w bibliotece. Ale... książki nie zając.

(4/5)

poniedziałek, 14 maja 2012

Ida sierpniowa (Jeżycjada #4) - Małgorzata Musierowicz


Jedna z fajniejszych części serii. Wszystko zaczyna się od tego, jak tytułowa Ida ucieka z rodzinnych wczasów w Czaplinku, z powodu gnębienia i wykorzystywania tam przez swoje siostry. Głodując w domu, Ida wybiera się do swojego stryjostwa, gdzie ciotka raczy ją świeżo pichconymi konfiturami z wiśni - pyszna scena. Z braku maku, Ida zatrudnia się jako dama do towarzystwa u pana Paszkieta, u którego poznaje cierpiącego na tajemniczą chorobę Krzysia, z którym wchodzi w bliższe relacje.
Może i by coś z tego więcej było, gdyby rudowłosa Ida choć w części dorównywała urodą blond piękności Paulinie, konkurować z nią też nie chciała, a wiadomo na poczciwość i uczynność to żaden facet nie poleci. Najlepsza była jej późniejsza metamorfoza, na którą dali się nabrać zdradliwy Krzysio i niestały w uczuciach Klaudiusz, będę szczęśliwa jeśli Ida pozna kogoś bardziej godnego jej uwagi, bo tym dwóm pingwinom to powinna już podziękować.

Świetny był też motyw z orgią czytelniczą, jaką urządziła sobie Ida przy książce o "Jane Eyre", kompletnie wtedy zapomniała, że należy czasem jeść i spać. Czy którejś z bohaterek już się to przypadkiem wcześniej nie przytrafiło? Chyba Cesi w "Szóstej klepce".

Szkoda, że cytaty z łaciny jakich używa rodzinka Borejków nie są jednak w tych książkach tłumaczone, no chyba, że to wina moich e-booków.
A tak to poza tym wszystko mi się podobało, nawet jeśli bohaterowie są tutaj zbyt wyidealizowani, ich przemiany niemożliwe, a postawy życiowe z minionej epoki, przymykam na to oko, bo mnie taki świat, gdzie przeważają ludzie dobrzy i szlachetni, jak najbardziej pasuje.

(4,5/5)